Specjalizacja a bycie na czasie


Wczoraj i dziś odbyłem kolejne już rozmowy (dzięki Jacek i dzięki Daniel), które mi uświadamiają pewien minus mojej pracy. Ale jestem pewien, że ten minus w swojej pracy ma wielu z Was. I zastanawiam się jak sobie z tym radzicie.

Otóż od kiedy pracuję w Microsoft cierpię na to, że z pewnego rodzaju specjalisty w wąskiej dziedzinie musiałem się stać pewnego rodzaju ekspertem we wszystkim. A to jak wiemy z powiedzenia - "Ekspert od wszystkiego, jest ekspertem od niczego" - nie jest niczym dobrym.

Problem specjalizacji

Będąc specjalistą w pewnej dziedzinie (np. SQL Server) zdobywamy w niej wiedzę - co za tym idzie jesteśmy coraz bardziej wyspecjalizowani (może i coraz lepiej wynagradzani?), jesteśmy na bieżąco z nowymi wersjami produktów/technologii, potrafimy bardzo głęboko wejść w dany temat i rozmawiać o nim godzinami.

Ale ma to pewne ograniczenie - raczej nie znamy nic innego dobrze, raczej nie będziemy na bieżąco w innych technologiach i raczej nie zmienimy w razie potrzeby (lub konieczności) pracy w krótkim czasie. To wynika po prostu z ograniczeń czasowych jakie ma doba.

Problem rozległej ale płytkiej wiedzy

Z drugiej strony mając rozległą, ale płytką wiedzę (a jak chyba tak mam + znam wiele osób tego typu) - owszem znamy szerszy przekrój technologii, owszem jesteśmy w miarę na bieżąco ze wszystkim i owszem można się dosyć szybko przestawić z jednego tematu na drugi.

Ale ma to minusy w postaci takiej, że nie da się już powiedzieć, że jestem specjalistą w jakiejkolwiek dziedzinie. W moim konkretnym wypadku (mojej pracy) to w tej chwili jednak rozsądniejsze podejście. Bo pracuję ze zbyt wieloma osobami o bardzo szerokim przekroju wiedzy i specjalizacji (z wielu różnych technologii).

Aczkolwiek jak rozmawiam czasem ze znajomymi, to widzę jak wiele wiedzy mi jednak brakuje - a czasami (choć już coraz rzadziej) moim rozmówcy oczekują, że jako pracownik Microsoft tą wiedzę będę posiadał (o tym też już kiedyś pisałem w trochę innym kontekście) i wiedza ta będzie dosyć głęboka i bieżąca.

Jak Wy sobie radzicie?

No właśnie - i docieram do sedna i tego co mnie bardzo ciekawi. Jak Wy sobie radzicie z Waszą specjalizacją lub jej brakiem? Macie jakieś sprawdzone sposoby w Waszym wypadku? Macie jakieś preferencje lub coś co Wam się sprawdziło (lub nie)?

A może preferujecie jakieś konkretne sposoby zdobywania wiedzy - zarówno tej ogólnej jak i tej specjalistycznej? To pytanie już bardziej podyktowane jest tym, że chciałbym w przyszłym roku pomóc Wam być na bieżąco z wieloma technologiami a jednocześnie pomóc Wam zdobyć bardziej specjalistyczną wiedzę.

A jestem pewien, że wśród moich czytelników mam równie dużo specjalistów jak i osób o ogólnej i szerokiej wiedzy. Więc uśmiecham się z prośbą o Wasze przemyślenia i sugestie w tym temacie 🙂

PS. A za dwie najciekawsze (moim subiektywnym zdaniem!) wypowiedzi jej autorzy dostaną ode mnie książkę Windows 7 Resource Kit. Na wypowiedzi czekam do 26 sierpnia (czwartek) do 17:00, a w piątek napiszę kto dostanie książki.

Comments (33)

  1. Ale się zadziało w weekend – komentarzy całe mnóstwo (długie i rzeczowe), dyskusja sprowokowana na innych blogach… Super! Bo to naprawdę dodatkowa wiedza, której nigdy za wiele.

    [Boję się jednak teraz tylko wybrania tych najciekawszych dwóch wypowiedzi do nagrody… Nie wiem jak ja to zrobię :/ ]

    A teraz wracając do przedmówców:

    @Paweł: Skojarzenie z wpisem Gyna moim zdaniem całkiem dobre. I ja kiedyś na prywatnym blogu też o tym pisałem (za dzień lud dwa będzie tu nawiązanie do tego). Ostatnia Twoja sugestia naprawdę dobra – zwłaszcza jak chce się być zawsze z przodu i wykorzystywać tą przewagę do np. dyskusji o warunkach współpracy z pracodawcą.

    @Maciej: Ja też momentami widzę, że przestaję sobiee radzić z byciem na bieżąca. Zwłaszcza, że moja aktualna praca jednak wymaga pracy z dosyć szerokim zakresem tematycznym, w którym przydałoby się znać chociaż podstawowe podstawy.

    A propos szerokiej wiedzy – ja myślę, że właśnie student może jak najbardziej mieć na początku kariery tą szeroką wiedzę i to może być jego przepustka do kariery. Bo szeroką wiedzą stosunkowo łatwo zdobyć (tak mi się wydaje) tylko potrzeba na to trochę czasu. Ale studia miewają to do siebie, że tego czasu dla chcącego trochę jest.

    @Jacek: Tak, powinienem był napisać, że specjalizacją nie jest System Center, ale np. SCCM i jeszcze może nawet głębiej jakieś wdrażanie oprogramowania klienckiego 😉

    A bardziej serio – to o czym piszesz, że admin SCCM musi znać ileś produktów – to właśnie chyba element specjalizacji.

    @Marcin: Z ofertami pracy to chyba temat na zupełnie inny post 😀 Już nie raz widziałem oferty z wymaganą znajomością iluś tam systemów, iluś tam produktów i to najlepiej na poziomie zaawansowanym, a wynagrodzenie na poziomie poniżej średniej krajowej. Ale to chyba też takie ciekawostki zoologiczne.

    @dt&s: Pomysł z przekazywaniem nagród naprawdę super! Z chęcią skorzystam. Chociaż czasami w wypadku nagród typu "książka z IT" może być ciężko znaleźć odbiorców, ale może mi się tylko wydaje…

    @Mariusz: Super, że pojawiła się opinia osoby "eksperta od wszystkiego", bo ja czasami tak też się czuję. I moim zdaniem to nic złego – tym bardziej, że jak sam zauważasz na takie osoby również jest całkiem spore zapotrzebowanie 🙂

    @Mirek: To co piszesz to też moim zdaniem bardzo ważna sprawa – ta wiedza o tym kto w czym może Ci pomóc. I co ważne jest ileś osób, które pomagają sobie, bo lubią – to też uważam za świetną rzecz w działce IT i społecznościach IT (dlatego tak bardzo lubię to co teraz robię w pracy! tą współpracę ze społecznościami!)

    @Konrad: I właśnie – dodatkowy czynnik, wielkość miasta, a co za tym idzie rynku pracy i rozadju pracy (małe firmy). Moim zdaniem czasami takie osoby w małych miejscowościach naprawdę super sobie radzą, bez żadnej specjalizacji.

    @Adam: Nagrody są przy okazji, bo okazja poznania różnych punktów widzenia – jest bezcenna.

    Super, że też pasuje Ci mój blog pod tym kątem, bo myślę, że chyba większość z nas nawet jeśli jest specjalistą (węższym czy szerszym) potrzebuje spojrzenia na różne tematy z różnych punktów widzenia. A uwagę o doklejaniu linków – biorę sobię do serca i spróbuję przetestować przy najbliższych okazjach, bo to naprawdę dobry pomysł.

    @Jacek: A o Tobie Jacek już nie raz słyszałem opinie, że kto jak kto, ale Jacek to jest i specjalistą i ekspertem od wszystkiego 🙂 Ale to chyba faktycznie jest ten plus PRAKTYKUJĄCEGO trenera i na dodatek osoby, która ma chęć i czas pisać książki (o Twojej książce wspomnę niedługo). Ale super też, że opisałeś to z punktu widzenia MCT, bo to kolejny element układanki.

    @Amandi: I ostatni wpis który skomentuję – właśnie ciekawie podsumowuje to wszystko co zebrali "przedpiścy". I ciekawe przepis na zdobywanie wiedzy specjalistycznej vs. ogólnej

  2. Amadeusz says:

    To może i ja spróbuję dodać swoje "trzy grosze". Czytając niektóre wypowiedzi w tym temacie, można dostrzec pewne tendencje dotyczące dwóch kierunków kariery/postawy: jestem specjalistą w danej dziedzinie i dodatkowo "coś tam" wiem o innych albo jestem "ekspertem od wszystkiego", ale pytań bardzo konkretnych proszę nie kierować o mnie. Powiem szczerze, że mam zupełnie odmienne zdanie na ten temat. Otóż co stoi na przeszkodzie bycia ekspertem w danej, konkretnej dziedzinie i posiadania dość ogólnej, ale i szerokiej wiedzy z kilku/kilkunastu dziedzin pokrewnych? Nic. Kompletnie nic. Dlaczego mam się ograniczać? Ktoś tu słusznie zauważył, że obecne oferty pracy dotyczą raczej ludzi, którzy mają ogólną wiedzę z różnych tematów. Niemniej prawie zawsze w takiej ofercie dostrzec można "temat przewodni", który pracodawca wyróżnia (bezpośrednio lub nie). Mówiąc inaczej szuka się osób, które mają wiedzę ekspercką w danej technologii i jednocześnie nie ograniczają się do tejże. Zresztą takie podejście preferuje i promuje obecny rynek pracy.

    Nie można powiedzieć o sobie, że jest się guru ASP.NET i nie mieć bladego pojęcia o SQL (sic!) tak samo jak nie można mówić o sobie mistrz AD i nie rozumieć LDAP (na przykład). Oczywiście to wymaga sporego poświęcenia czasu własnego zazwyczaj (często i gęsto także tego rodzinnego), ale w zamian otrzymujemy zadowolenie z posiadanej wiedzy. Ów zadowolenie odbija się także głębokim echem na naszym koncie i często również swego rodzaju prestiżem wśród kolegów/koleżanek z branży (w pracy jesteś uznawany za specjalistę w danej dziedzinie z szeroką wiedzą na temat innych technologii/produktów – choć niekoniecznie eksperckiej, a w branży za eksperta z dodatkową wiedzą, za gościa, z którym można porozmawiać praktycznie na każdy temat – nawet jeśli nie wykazuje się odpowiedniego poziomu wiedzy z innych "działek").

    Taki model/postawę uważam za jak najbardziej słuszny i obecnie chyba pożądany. Sam chciałbym właśnie taką ścieżką podążać, mimo, iż kiedy zaczynałem swoją przygodę z IT, to sądziłem że wiedza ogólna z wielu technologii jest tym najbardziej optymalnym rozwiązaniem. Dość szybko jednak zauważyłem, że takie podejście nie jest słuszne i nie daje mi takiej satysfakcji jakiej bym oczekiwał. Teraz zaczynam się specjalizować przy jednoczesnym zachowaniu tego "zmysłu" poszukiwawczego. Ciągle czytam dużo o wielu rzeczach, ale też zaczynam znacznie większą uwagę zwracać na ten temat, w którym chcę się specjalizować. To daje mi sporą dawkę wiedzy ogólnej ale i tej specjalistycznej. Mam taką prostą receptę: 2/3 czasu* poświęcam na pogłębianiu wiedzy specjalistycznej, 1/3 na ogólną. Prosta i skuteczna proporcja, która pozwala nie tylko odpowiednio zarządzać czasem, ale przede wszystkim w sposób konstruktywny i kreatywny zdobywać wiedzą przeze mnie upodobaną i tą ogólną.

    I jeszcze nawiązując do wypowiedzi @Konrada. Kolega przedstawił klastyczny przykład polskiej rzeczywistości branży IT. Pracodawca od gościa po studiach informatycznych (nieważna dla niego specjalizacja) najczęściej wymaga, aby tenże potrafił przepisać Windows'a w Asemblerze a kod jądra Linuksa umiał wyrecytować z pamięci o 3:00 nad ranem wyrwany z łóżka wiadrem końcówek RJ-45. Nie wspomnę o sieciach i oprogramowaniu… Ale nawet mając taką patologię wśród większości pracodawców (ok. 95% – pozostałe 5% stanowią firmy duże, gdzie takie praktyki są znacznie rzadziej spotykane), czy nie jest możliwa specjalizacja przy jednoczesnym zachowaniu tych "jedynie słusznych" wymagań? Uważam, że jest. Co stoi na przeszkodzie? Czas. I pewnie tylko on. A raczej nie on sam w sobie a umiejętność nim zarządzania.

    Reasumując: specjalizacja tak, jednakże taka, która nie ogranicza. Taka, która pozwala rozwijać horyzonty i poszerzać wiedzę ogólną z dziedzin pokrewnych a nawet tych zupełnie odmiennych.

    * czasu przeznaczonego na naukę

  3. @@rek: Z dwoma specjalizacjami to naprawdę dobry pomysł (choć oczywiście na to trzeba trochę więcej czasu przeznaczyć). A robienie rzeczy, których do tej pory nie robiliśmy to też świetna sprawa – bo faktycznie artykuł/książka to nie to samo co np. tygodniowa walka z czymś nowym (bez względu czy to będzie linux czy coś microsoftowego).

  4. @Krzysztof: Gratuluję odważnej decyzji, żeby zostawić pracę w IT i zająć się własnym biznesem nie związanym z IT. Super, że w Twoim wypadku to się sprawdziło i masz więcej czasu dla rodziny. W moim wypadku dużym plusem jest charakter pracy i to jak można sobie ją dopasować do dni i godzin (będzie o tym jutro/pojutrze ciekawy post).

    @Dominik: Widać, że oba sposoby się jednak sprawdzają – i bycie specjalistą i specem od wszystkiego 🙂 Ale to dobry sygnał, bo pokazuje, że można się dosyć łatwo przerzucić i znaleźć pracę w obu wypadkach 🙂

  5. @szmergiell: Czas jest ustawiony dobrze i u mnie też dobrze się wyświetla – przy Twoim pierwszym komentarzu mam "2010-8-24 2:19 PM". Hm… i nie bardzo wiem gdzie może być problem?

  6. @szmergiell: No to ciekawe. Że różnym osobom wyświetlają się różne godziny… A może jesteś w innej strefie czasowej i blog zaciąga informacje z Twojego zegara i na tej podstawie podmienia godziny? Bo już sam nie wiem. Ewentualnie jak możesz to podeślij mi screenshot jak to wygląda u Ciebie – a ja postaram się to zgłosić do supportu.

  7. @Gienek: Kilku chłopaków z MCS wiem, że czyta mojego bloga 🙂 Chłopaki… napiszcie coś 🙂 Jak nie podziała to podejdę "ręcznie" do sprawy 😉 i podejdę na III piętro 🙂

    @Maciek: Moim zdaniem masz całkowitą rację… Pewnie tutaj odpowiedzią będzie jak zwykle "zależy" i to zależy dużo od konkretnej osoby – jednej dużo bardziej będzie pasowała specjalizacja, innej wiedza szeroka (może już nie będę używał słowa "płytka"). Ciekawi mnie czy wśród moich czytelników są osoby, które poszły od szerokiej wiedzy jednak w kierunku wąskiej specjalizacji…

    @Łukasz: Ale abstrahując w takim razie od technologii (swoją drogą bardzo się cieszę, z tego że ileś osób nie dotykających technologii Microsoft też czyta mojego bloga!!!). Czy w swojej nie-Microsoftowej działce – jeśli pojawia się jakieś nowe narzędzie np. do skanowania sieci. To czytasz takie informacje dokładnie, czy pomijasz je przy czytaniu (bo nie dotyczą tego co w tej chwili robisz)?

    Szukam w tym wszystkim informacji jak zdobywacie wiedzę i jaki sposób ich podania jest przydatny w wypadku specjalistów, którzy czasem czytają coś ogólnego + w wypadku osób o szerokiej wiedzy, którzy czasem potrzebują dowiedzieć się szczegółów w danym temacie.

  8. @Łukasz: No to pierwsze moje pytanie… Czytasz bieżące newsy i widzisz np. że wyszedł sobie taki System Center Service Manager 2010. I informacja sama w sobie dla nie-specjalisty nic nie daje. I jeśli nie zagłębisz się w temat – nie dowiesz się czym jest i do czego służy SCSM, to po prostu przeleci Ci ona przed oczami. Co za tym idzie nie zdobędziesz też dodatkowej wiedzy (nawet na minimalnie niskim poziomie)…

    Więc co – odpuszczamy newsy o rzeczach, których nie znamy (bo strata czasu i nic to nie daje)? Może w newsach powinna być ciut szersza informacja czym jest taki produkt/technologia?

    Mnie już nie tak całkiem dawno zaskoczyło jak usłyszałem coś o Forefront Endpoint Protection i zachodziłem w głowę "co myśmy znowu wypuścili o czym nie mam pojęcia"…

  9. Domel says:

    @rek "…Drugi filar pozwalający na rozszerzanie horyzontów to po prostu robienie różnych rzeczy. Rzucanie sobie małych wyzwań z innych działek…"

    @Mariusz Kędziora "…A robienie rzeczy, których do tej pory nie robiliśmy to też świetna sprawa – bo faktycznie artykuł/książka to nie to samo co np. tygodniowa walka z czymś nowym (bez względu czy to będzie linux czy coś microsoftowego)…"

    Takie rzucanie sobie wyzwań lub też robienie rzeczy których nigdy nie robiliśmy można porównać z "poszerzania strefy komfortu" – określenie występujące w  psychologiipsychomanipulacji – polega to na tym, że boimy się niektórych rzeczy unikając ich, ale jak już taką rzecz raz zrobimy i przetrzemy sobie szlak to przestajemy się tego bać, bo przecież wiemy już tak to zrobić. Bardzo ważne, żeby sobie z tego zdawać sprawę – to jest droga do sukcesu 😉

    @rek "…Jedna dodatkowa rzecz, która tyczy się robienia rzeczy, których do tej pory nie robiliśmy – jak wszystko jest nowe, to szare komórki dostają niezłego kopa do wytężonej pracy. Więc oprócz szerokich horyzontów czeka nas swietna kondycja szarego końca włosów :)"

    To też prawda! Rutyna blokuje rozwój, a nowe wyzwania poszerzają nasze horyzonty (zarówno od strony wiedzy technicznej jak i tej psychologicznej :))

  10. Łukasz Jagiełło says:

    Jak dla mnie bycie na bieżąco to mniej więcej około 300 różnych serwisów w Google Reader (serwisy, blogi, twittery itd.). Oczywiście część jest tylko rozrywkowa, część jest mocno ogólna, a część wybitnie specjalistyczna. Pozwala to wygodnie być na bieżąco zarówno z zagadnieniami ogólnymi co się dzieje, co się używa, co się pojawia na rynku jak i z bardziej specjalistycznymi zagadnieniami.Do tego listy mailingowe wybranego oprogramowania często dają sporo informacji o zmianach i problemach jakie mogą występować.

    Oczywiście zabiera to wszystko całkiem sporo czasu każdego dnia, ale po nabyciu pewnej wprawy można dość szybko wyłapywać powtarzające się news-y, odsiewać rzeczy nie istotne po krótkich zajawkach lub wręcz topicach, nie tracąc na nie czasu. W moim przypadku poranna dawka rss-ów to około 1h-1.5h + co jakiś czas sprawdzenie co się nowego pojawiło w ciągu dnia.

    Oczywiście trudno być na bieżąco ze wszystkim nawet ogólnie, bo inaczej cały dzień można tylko zajmować się śledzeniem "newsów".

  11. Gienek says:

    Mariusz, mam propozycję. Czy poza konkursem, głos w tej sprawie mogłaby zabrać osoba z Microsoft Consulting Services? Większość ludzi tam pracujących ma specjalizację (np. AD, Exchange, System Center). Pracują zawodowo i mają do czynienia z naprawdę interesującymi projektami, niejednokrotnie bardziej skomplikowanymi aniżeli czytelnicy Twojego bloga (z całym szacunkiem dla Twoich czytelników, w końcu sam jestem jednym z nich). W związku z tym ich wypowiedzi na zadane przez Ciebie pytania mogłyby być bardzo interesujące i rzucić wiele ciekawych faktów w tej sprawie. Co Ty na to? Czy mógłbyś poprosić kogoś z MCS czy nie chce Ci się ruszać na 3 piętro albo uważasz mój pomysł za słaby? 😉

  12. Maciej Pogoda says:

    to może ja sie wypowiem… w konsultingu na rynku usług IT jest miejsce dla ludzi z szeroką (co nie znaczy płytką) wiedzą oraz dla konsultantów z wąską specjalizacją. Obie grupy ludzi trafiają w projekcie do rożnych grup docelowych po stronie klientów. Ludzie z szeroką wiedzą i doświadczeniem zwykle zajmują sie budowaniem koncepcji rozwiązań lub budują architektury funkcjonalne lub techniczne (wysokopoziomowe) i nadaja kształt calości projektu. Specjaliści z reguły odpowiadają za odcinek projektu w którym sie specjalizują i doradzają, opiniują lub neguja i krytykują ogólna wizję specjalisty z tzw szerokim portfolio.

    Napisałem nieco wyżej że szeroka specjalizacja nie oznacza płytkiej wiedzy. Oczywiście tej klasy specjalista nie będzie partnerem do rozmowy o tym jak zaimplementować konkretny algorytm w konkretnym rozwiązaniu, jakiego narzedzia uzyć, w czym to napisac itp. Jego wiedza spokojnie może kończyc sie na dogłębnej znajomości ograniczeń systemow i rozwiązań po których się porusza.

    Jezeli bowiem specjalista taki porusza sie płynnie ignorując ograniczenia technologii …i swoje własne… no cóż wystawia na widok publiczny swoją ignorancję i dosyć szybko znika z rynku.

    Kilka razy w różnych rozmowach zastanawialiśmy sie jaka droga jest najlepsza. Bo mozna tak jak ja zacząć od wąskiej specjalizacji i skończyć na dość szerokim spektrum zainteresowań lub zglębiać naszą branżę w drugą stronę. Z mojego doświadczenia wynika że to rynek usług wymaga nieustannego rozwoju kompetencji. Klienci oczekują raczej omnibusów do rozwiązywania problemow w ich organizacjach… a specjalistów z wąską specjalizacją potrzebuja wtedy kiedy trafiaja na "ścianę" w projekcie lub mają problem w eksploatacji systemów.

    I na koniec obserwacja. Znam wielu wąskowyspecjalizowanych ludzi w MS i poza MS i… no cóż, nawet jeżeli sami mowią że sa wyspecjalizowani w AD, CRM, Exchange, Bazach danych, Oracle, ERP, cokolwiek innego … to z reguly jest to człowiek o tak szerokiej wiedzy nabytej w projektach i edukacji że trudno nadal uważać go za "wąskiego specjalistę"… więc chyba naturalna jest droga od wąskiej specjalizacji do szerokiej …albo inaczej… szeroka specjalizacja jest nabywana w trakcie praktykowania w wąskiej …

    ale moze się mylę i ktoś ma inne obserwacje?

    MP

  13. Łukasz Jagiełło says:

    @Mariusz: Środowiska w jakich pracuje, nie posiadają żadnych produktów MS, więc zazwyczaj się nie interesuje produktami MS. Twój blog jest jedynym blogiem, który zajmuje się tematyką MS w moim czytniku, właśnie po to, żeby co jakiś czas dowiedzieć się co proponuje MS, chodź raczej w formie ciekawostki niż faktycznego użycia gdziekolwiek.

    Oczywiście pozostają wszelkiego rodzaju portale, które piszą również o produktach MS, ale podobnie jest to zazwyczaj ciekawostka niż faktyczne użycie.

    Mimo wszystkie nie uważam się za osobę ograniczoną do jednej wybranej dziedziny, chodź oczywiście jeżeli weźmiemy odpowiednią dużą dziedzinę to zawsze uda wszystko zamknąć w jednym dużym worku.

    Sprawdziłem i co ciekawe nie posiadam wzmianki o SCSM nigdzie, możliwe że nie czytam miejsc, gdzie o takich rzeczach piszą. Po zapoznaniu się z Overview produktu faktycznie dalej nie zagłębiałbym się w kolejne informacje o SCSM.

  14. Łukasz Jagiełło says:

    @Maciej: Odnośnie osób, które wąsko-wyspecjalizowanych, a posiadających rozległą wiedzę o danym zagadnieniu to idealnym kontr przykładem mogą być przedstawiciele najróżniejszych producentów sprzętu czy też oprogramowania.

    Może to nie jest normalne i może tylko ja mam z tym problem, ale jeżeli siedzę na konferencji/szkoleniu/obojętnie jak zwał i taki "specjalista/marketingowiec" usilnie przekonuje mnie, że jego produkt jest najlepszy pod słońcem to oczekuje, że jest wstanie mi odpowiedzieć na pytanie czym jego produkt jest lepszy od konkurencji.

    Ostatnio miałem okazje wysłuchać pana który zajmuje się storage-ami rzekomo od 15lat, próbujący wcisnąć super topowy produkt do backupów z deduplikacją po stronie klienta i serwera (to już pewnie każdy będzie wiedział co to za firma), a na pytanie czym to się różni od postawienia Solarisa z ZFS-em odpowiada, że nie wie co to jest ZFS. Następnie Pan mówi o obsłudze każdej popularnej bazy danych, ale o MySQL-u czy PostgreSQL-u nie słyszał. Jeżeli faktycznie nie słyszał to niestety, ale tak wąska specjalizacja go ogranicza, a jeżeli polityka firmy mu nie pozwala mówić niczego to też słabe to wystawia świadectwo firmie, skoro nie potrafią swoich produktów pokazując słabe strony konkurencji.

  15. Paweł Goleń says:

    Temat, który zarzuciłeś, skojarzył mi się z tym: Wybór studiów a szanse na rynku pracy (gynvael.coldwind.pl). Moim zdaniem specjalizacja jest potrzebna, ale nie można się w niej zamykać. Jest to szczególnie istotne tam, gdzie obszar Twojej specjalizacji styka się z innymi dziedzinami, nawet nie koniecznie technicznymi. W tym szerszym zakresie wystarczy wiedza płytsza, ale taka, która pozwoli w razie takiej konieczności zorientować się o co może chodzić i skutecznie określić gdzie/u kogo szukać dokładnych informacji (pamiętacie ten kawał: email.dowcipy.pl/…/co_powinien_wiedziec_6783). Ewentualnie samemu będzie się w stanie swoją wiedzę w ważnym w danej chwili temacie nieco poszerzyć, właśnie dlatego skojarzenie z tym, o czym pisał Gynvael. Sam często znajduje się w takiej sytuacji. Testując aplikacje internetowe trafiam na aplikacje napisane w różnych językach, środowiskach, według różnych "wzorców projektowych" z wykorzystaniem różnych frameworków. Czasami po prostu muszę się dokształcić, by móc taką aplikację skuteczniej zepsuć 🙂 Nie muszę stawać się jednak wysokiej klasy specjalistą od danego środowiska programistycznego czy danej technologii.

    I taka jedna luźna sugestia – jak w Twojej niszy zaczyna robić się za ciasno, pomyśl by znaleźć sobie inną. Nie koniecznie musi być to zmiana drastyczna, ale rozwój jak najbardziej. Wejście na nowe obszary. Przykład: stacje robocze -> domena -> systemy zarządzania tożsamością.

  16. Maciej Pogoda says:

    @Łukasz

    No tak… ale Marketing i działania w obszarze marketingu to jednak inny świat. Ludzie od Marketingu mają swoją robotę i dobrze jezeli przy okazji się specjalizują w tym co wkładają na rynek… Znam wiele przykładów nie tylko w branży IT gdzie każda myszka swój ogonek chwali ale nie zna jego koloru i rodzaju włosa….

    Z drugiej strony – IT jest tak szeroka dziedzina że zaczyna być bardzo trudno ogarnąć wszystko… Jeżeli mowa o bazach danych… ilu z nas czyta tego bloga tyle będzie zestawów odpowiedzi z listą popularnych baz danych. Oczywiście część będzie się powtarzac ale założę się o cokolwiek że na liście znajdzie sie engine o którym ja na przyklad nie słyszałem.

    I tu jest chyba sedno dyskusji…  

    @temat dyskusji.

    Jezeli chodzi o bycie na bieżąco… blogi, prasa fachowa, strony producentów, technety, customerconnecty, customerlinki, partnersajty to chyba standard.

    Sa jeszcze ksiażki dla poszukujących już szczegółów.

    Jest tez drugie podejście – czytac i poszukiwac problemow z którymi stykają się Klienci. czytac i poszukiwac sposóbów ich rozwiązań.. szukać trendów i znajdować sobie niszę.

    Z mojego doświadczenia… jest z tym byciem na bieżąco coraz trudniej. bo nawal informacji  (i jakości tejże) jest coraz trudniejszy do opanowania. Głównie czasowo.

    Podziwiam ludzi którzy odnajdują się w tym gąszczu. I coraz częściej mam wrażenie że to raczej umiejętność panowania nad filtrowaniem informacji pozwala im być krok przed resztą w zakresie dokształcania czy tez poszerzania horyzontów.

    @Mariusz.

    Od szerokiej wiedzy do specjalizacji. Tak sobie myślę i myślę i zastanawiam się jak zdefiniowac szeroka wiedzę w momencie wejścia na rynek IT.

    Student jej raczej nie posiada.

    Ludzie wchodzący do IT z innych branż mają bagaż doświadczeń i zwykle zaczynają się specjalizować w jakimś obszarze rozwiązań IT.

    są tez ludzie którzy studiują np dplomację a potem zaczynają pracę w IT. budują sobie specjalizację i następnie ją rozszerzają….

    Najłatwiej o takich ludzi chyba wśród pracownikow integratorów IT bo wiedza tych ludzi z reguły naturalnie wykracza poza kanon jednego producenta. Ale z drugiej strony ich szeroka wiedza jest ograniczona innymi ramami (sektor, branża, zakres dzilalności biznesowej).

    Ja myślę że to jest bardzo dobry temat na bardzo dobrą prace doktorską 😉

  17. jdoktor says:

    Nie zgodzę się że specjalizacja np. w System Center to jest specjalizacja 🙂

    Dobry administrator SCCM musi znać zapytania SQL, Reporting Services, WMI, skrypty, wiedzę o instalacji systemów operacyjnych, podstawową wiedzę o procesie instalacji oprogramowania, poznać tajniki bazy danych SCCM, a jeszcze żeby zadowolić klienta przydołaby się mieć trochę umiejętności developerki.

  18. Marcin Błaszczak says:

    Aktualnie wszystkie oferty pracy są tak skonstruowane że osoba o wąskiej specjalizacji nie ma szansy. W ofercie wymienionych jest dużo specyficznych systemów (AD, Exchange, SQL, SCCM itp.) więc trzeba się znać po trochu na każdym z nich. Nie mówię to o bardzo dobrej znajomości ale o takiej aby wiedzieć co to, jak działa i co najważniejsze gdy coś nie działa gdzie zajrzeć (zasób w necie :)). Wierzcie mi co innego własna wiedza a co innego jeszcze fora i blogi na ktorych jest bardzo dużo informacji o rozwiązaniu problemów z którymi czasami i najwięksi spece od danego systemu mają problemy.

  19. dt&s says:

    Trzeba być specjalistą w wąskiej dziedzinie oraz być tym niby ekspertem w lizanych technologiach. Tak, tak, lizanych. Poświęcasz dużo czasu na bycie prawdziwym ekspertem oraz orientujesz się ogólnie w technologiach. Nie ma co więcej pisać. A czasu w totalu nie poświęcasz więcej.

    Jeśli moja odpowiedź podoba Ci się najbardziej, to przekaż książkę proszę dla wybranego domu dziecka lub tam, gdzie będzie bardziej potrzebna niż dla specjalistów IT czytających Twój blog.

    P.S. Myślałeś o konkursach z nagrodami przekazywanymi dla tych, co mają 'trudniej'?

  20. Mariusz Kędzierski says:

    Z racji "zawodowych", ale także – na szczęście – "hobbystycznych", jestem raczej "ekspertem od wszystkiego", co oczywiście wyklucza bycie prawdziwym ekspertem w jednej dziedzinie. Jak to u mnie działa?

    W pracy wpasowuje się w model takiego "administratora – technika" starej daty. Sieci, systemy operacyjne, dużo multimediów, sporo nagłośnieniowych spraw, ciut skryptów (ale tylko dla własnej wygody). A do tego – patrząc już tylko "około technicznie" –  spora wiedza o "dobrych" filmach (która – nad czym boleję – jest ostatnio głównie "teoretyczna"), pełno cierpliwości (sporo "żywych" dzieciaków, sporo "nietechnicznych" osób, które koniecznie chcą skorzystać z komputera i internetu, sporo "fachowców" i "hakierów"), ciut zdolności pedagogicznych.

    Plus jest taki, że tak samo działam prywatnie.

    I to nie tylko na technicznej płaszczyźnie. Gdybym musiał wypisać dokładnie każdą dziedzinę, która mnie interesuje choćby w maleńkim stopniu, poświęciłbym pewnie na to kilka ładnych godzin. I wcale nie przeszkadza mi fakt, że nie jestem ekspertem w każdej z tych dziedzin.

    Prawdą jest jednak to, że wypada mieć choć jedną "specjalizację". A ja z moja staram się być w miarę na bieżąco. Niestety – za prawdziwego eksperta uznać się nie mogę.

    Sieci – bo to w nie się bawię – to niejako główny cel mojej przygody z informatyką. Wyuczony w szkole, kontynuowany na studiach. Zdaję sobie sprawę, że świetnym programistą nie będę, mistrzem grafiki również. Aczkolwiek staram się poszerzać moją "wąską" specjalizację dodając do sieci rzeczy pokrewne (ostatnio przykładowo staram się łączyć sieciowe sprawy z tematem multimediów).

    Jak dobieram sobie te "dodatki"?

    Bardzo prosto, choć bardzo egoistycznie – zgodnie ze swoimi zainteresowaniami. Być może bardziej słuszne, pod względem informatycznego rynku pracy, byłoby dołączenie do sieci programowania i wdrażanie się w temat aplikacji sieciowych, ale nic by z tego nie wyszło – brak zainteresowania skutkowałby brakiem pożądanych efektów.

    Jakę więc metodę stosuję?

    Nic na siłę.

    Jestem w stanie w w miarę szybko i sprawnie poszerzyć wiedzę w danym kierunku. Ale zdając sobie sprawę, ze swoich ograniczeń nie staram się udawać nawet, że mógłbym przestawić się całkowicie np. na programowanie i zostać w tej dziedzinie ekspertem. Nie mam więc kłopotów z przyznaniem, że czegoś nie potrafię.

    Prawda jestem jednak taka, że czas "złotych rączek" mija. Dziś ludzie stawiają na "wąską specjalizację". A nie jest to chyba w 100% dobre podejście. Sprawdza się w wyspecjalizowanych firmach i na wyspecjalizowanych stanowiskach – kiedy potrzeba programisty i tylko programisty lub grafika i tylko grafika. Ale nadal są miejsca, gdzie wąska specjalizacja jest tylko ograniczeniem. W mojej pracy, będąc specjalistą tylko w jednej dziedzinie, a nie wiedząc nic o pokrewnych, nie sprawdzałbym się jako pracownik.

  21. Mirek Głaz says:

     Dla mnie specjalizacja jest celem do którego dążę. Dzięki temu mam motywację do pogłębiania wiedzy w danej dziedzinie. Jednak doskonale zdaję sobie sprawę, że bardziej od samego celu (czy osiągalny ?) interesująca jest droga, która do niego prowadzi.

    Przed znużeniem chronią mnie klienci odciągający mnie bieżącymi zleceniami w inną stronę niż zaplanowany kierunek, jednak często okazuje się, że jest to po prostu jedynie inna droga do tego samego celu, poszerzająca moją wiedzę i spojrzenie na parę problemów związanych z głównym celem (specjalizacją).

    W moim przypadku kwestia rozstrzygnięcia czy mój rozwój ma się opierać na modelu pionowym (specjalizacja) czy poziomym (szerokie horyzonty) upadła sama jakiś czas temu. Zawsze znajdzie się ktoś kto będzie w stanie lepiej uogólnić problem czy szybciej znaleźć rozwiązanie problemu z użyciem narzędzia w obsłudze którego się specjalizuje. Gdy pozwalają na to warunki zajmuję się takimi zagadnieniami sam, jeśli nie to sięgam po pomoc osób, które potrafią pewne rzeczy zrobić lepiej/szybciej ode mnie. Robię to dzięki tej wiedzy "ukośnej" 😉 – wiem gdzie znaleźć specjalistów z wiedzą specjalistyczną i ogólną.    

  22. Konrad says:

    Praktyczny temat……ja pracuję w małej miejscowości gdzie informatyk jest kojarzony jako: "musi umieć wszystko co związane z serwerem, siecią, komputerem, programowaniem…….. kończąc na dłubaniu w kabelkach", gdybym poszedł w stronę specjalisty  w danej dziedzinie nie znalazł bym po prostu tutaj pracy, fakt że uważam to za chore podejście ale tak jest, i przez to nie mogę o sobie powiedzieć, że jestem specjalistą w jakiejś dziedzinie, moje sposoby żeby być chociaż w miarę zorientowany: strony z nowościami technicznymi, czasopisma fachowe, 2 do 4 kursów rocznie (serwery, SQL, stacje robocze)- w ten sposób wiem w razie czego w którą stronę muszę zadziałać w razie problemu, czyli gdzie doczytać bądź poprosić o pomoc.

  23. Adam Baniewicz "amag" says:

    Nagrody będą to i komentarze się posypały. 😉

    Myślę, że problem szerokie horyzonty vs specjalizacja zależy od konkretnego człowieka i nie można generalizować. Dziennie przeglądam setki wiadomości z licznych źródeł (rss, listy mailingowe, portale), ale większość z nich tylko przelatuję wzrokiem, lub czytam "zajawkę" i przechodzę dalej. Robię tak od lat i dzięki temu jestem w stanie być na bieżąco w wielu tematach.

    Moja praca w dużej części polega na rozwiązywaniu problemów, a to jak sprawnie sobie z tym radzę wynika bezpośrednio z mojej wiedzy o różnych produktach. Zwykle dość szybko jestem w stanie wytypować potrzebne narzędzie i poświęcić czas, by nauczyć się je efektywnie wykorzystywać jeśli jeszcze go nie znam. Nie mówię o sobie, że staję się specjalistą w tej dziedzinie, ale mając teoretyczne podstawy i znajomość konkretnych narzędzi, mogę sprawnie reagować na potrzeby biznesu. Nie mam uczucia, gdy porzucam po kilku tygodniach/miesiącach jakieś narzędzie, że nie zostałem specjalistą. Świat idzie zbyt szybko naprzód, pojawiają się nowe wyzwania, które wymagają stosowania narzędzi, które jeszcze kilka miesięcy temu mogły nie istnieć. Na szczęście na świecie jest wielu specjalistów, którzy mogą pomóc w rozwiązaniu wielu dziwnych/niestandardowych problemów dotyczących konkretnych technologii. Nie należy też zapominać o wsparciu oprogramowania przez producentów/dostawców co daje pewność, że (niemal) każdy problem da się rozwiązać, a my możemy zająć się np. podziwianiem nowości w rodzaju Street Slide 😉 .

    Znam wiele osób, które wybrały inną ścieżkę kariery i specjalizują się wyłącznie w dość wąskim, moim zdaniem, temacie. Niech to będą chociażby programiści pracujący nad kodem Linuksa w systemach wbudowanych, którzy nie potrzebują wiedzy o usługach katalogowych, lub administratorzy systemów sieci, których nie interesuje temat użyteczności interfejsów, których dotykają zwykli użytkownicy.

    Próbowałem się specjalizować w konkretnej "działce", ale odkryłem, że to jednak nie jest to, co mnie pociąga. Lubię wiedzieć co szumi obok, lubię rozumieć to z czym się stykam i właśnie dlatego Twój blog wylądował już dawno u mnie w czytniku- przybliżasz w ciekawy sposób różne zagadnienia ze "świata MS", a jednocześnie czasami publikujesz techniczny wpis, który zasiewa ziarenko ciekawości i jest punktem wypadowym do pogłębienia tematu. Życzyłbym tylko sobie, żebyś na końcu postów wklejał kilka odnośników do najciekawszych Twoim zdaniem treści mieszczących się w temacie posta, dzięki czemu mógłbym zaoszczędzić nieco czasu przy wyszukiwaniu i selekcjonowaniu informacji "na temat".

  24. Jacek Światowiak says:

    Wiele osób się wypowiada w różny sposób. Ja mogę powiedzieć, jak to wygląda os strony MCT. Co chwila pojawiają się nowe produkty, nowe szkolenia, na starsze jest coraz mniejsze zainteresowanie. Zatem jakby w zawód trenera wpisane jest poznawanie nowości (chyba że ktoś nie zamierza się rozwijać, jak stwierdzi że to co wie mu wystarcza, to nie będzie stał w miejscu…. zacznie się cofać).

    Szkoląc z technologii serwerowych (2k3/2k8/2k8R2) nagle okazuje się, iż muszę sięgnąć do SQL'a bo wiekszość nowych produktów trzyma informacje w SQL…. Wiele aplikacji komunikuje się po HTTP, zatem trzeba sięgnąć do konfiguracji IIS'a…. i tak okazuje się, że UCZĄC innych sam musisz znać zdecydowanie więcej technologii i to nie na poziomie podstawowym, niż wynika to z pierwszego spotkania.

    Takim przykładem jest rodzina Forefront, którą się ostatnio zajmuję. Najnowszy produkt, odpowiedzialny za ochronę antywirusową (w skrócie) będzie dystrybuowany i zarządzany od strony SCCM – zatem nagle okazuje się, iż muszę, dogłębnie poznać również SCCM… Owszem planowałem to w jakiejść dalszej przyszłości…. Ale jak widać plany muszą ulec zmianie.

    Co do specjalistów (multi specjalistów) to ich nie będzie. Mimo że znam SQL, mam MCITP z SQL 2005, ale "w życiu" nie odważyłbym się na poprowadzenie szlenia z SQL nawet na poziomie podstawowym.

    Trzeba też czasami mierzyć siły i zamiary.

    Wiedza o nowych produktach jest tak przeogromna, że niestety nie starczyłoby czasu aby wszystko ogarnąć. Trzeba zatem decydować, co jest najważniejsze, a resztę o ile jest to możliwe próbować poznawać.

    My trenerzy mamy trochę lepiej od innych. Wcześniej mamy dostęp do produktów, mamy również dostęp do materiałów szkoleniowych. W wielu sytuacjach sucha dokumentacja produktowa nie wiele daje…. Trzeba przykładów, gdyż to na nich się człowiek uczy….

    Podsumowująć…. Zajmująć się czyms co nazywamy informatyką, uczyć się będziemy do emerytury…. albo i dłużej

    Pozdrawiam Wszystkich          

  25. Krzysztof says:

    Witam,

    Zajmuję się IT hobbystycznie od ok. roku. Wcześniej był to mój zawód, z którego utrzymywałem swoją rodzinę. Pracowałem w IT 7 lat zawodowo. Zaczynając od helpdesk'a kończąc na administratorze systemów *nix/Windows. W zeszłym roku kiedy zobaczyłem plan wydawniczy kolejnych aplikacji MS oraz plany związane z chmurą stwierdziłem, że życie jest zbyt krótkie żeby się aż tak poświęcać dla IT. Odłożyłem trochę kasy i założyłem własny biznes z branży handlowej. Początki były trudne ale teraz idzie OK. Dopiero odkryłem co to znaczy spędzać czas z rodziną i staram się dzieciom odwdzięczyć, za to że się mnie nie zrzekły gdyż taty non stop nie było w domu.

    Generalnie czas leci cały czas do przodu, żeby nie wypaść trzeba się kształcić. Niestety IT należy do takiej dziedziny, że generalnie z upływem czasu niema Ciebie dla rodziny, znajomych itd.. bo poszerzasz te horyzonty i poszerzasz, aż w końcu przestajesz to ogarniać. Ja tak miałem. Może to wynik złego zarządzania czasem? Nie wiem. Śledząc wątki administracyjne mam wrażenie że oprogramowanie *nix'owe jest bardziej "stabilne" pod względem nowinek. Tzn nie chodzi o to że ich niema, ale o to że jak wychodzi np. nowy office communication server to żeby go wdrożyć, musisz rozkminić tuzin dodatkowych aplikcaji od MS typu nowe sqle, visuale, itd itd a to przecież zwykły upgrade ma być z 2007 do 2007 R2. Ale to już nie na temat.

    Możesz być specjalistą i być na czasie, ale pamiętaj o rodzinie 🙂

  26. Domel says:

    Do zdobywania wiedzy używam Google Readera sprzężonego z iPhone'm (od niedawna, bo długo byłem sceptycznie nastawiony do tego produktu :)), kiedyś długo to był outlook ale ma tę wadę, że nie da się synchronizować RSSów z urządzeniami mobilnymi (chodzi o odznaczanie przeczytanych wiadomości, tak, żeby nie  przetwarzać wszystkiego 2 razy). Do tego przydatny jest serwis ReadItLater.com który natywnie jest wbudowany w RSSReadera na ajfona i umożliwia zachować strony do przeczytania na później (na PC jest wtyczka do FireFoxa dla ReadItLater).

    Ponieważ dziennie mam do przeczytania ok 1000 wpisów to są serwisy w których przelatuję listę wyłapując rodzynki, ale i są takie kanały na których dokładnie oglądam każdy wpis (Twój blog jest przykładem takiego kanału RSS :)).

    Nie czytam o tym co mnie nie dotyczy w danej chwili. Nie potrzebuję informacji o SCCM ponieważ w żadnej z obsługiwanych firm tego rozwiązania nie posiadam, a studiowanie możliwości technologii które słono kosztują nie sprawdziło się u mnie – dla klienta zazwyczaj liczy się cena (niestety moi klienci w większości nie patrzą na długoterminowe oszczędności). Ogólna wiedza o tym czym jest SCCM mi wystarcza, wiem że jeśli pojawi się potrzeba to sięgnę po ten produkt – czyli korzystam z szerokiej wiedzy, podobnie jak Ty, co umożliwia mi zarządzaniem IT w firmach.

    Krótko mówiąc jestem od wszystkiego, a jak mam problem specjalistyczny to siadam i robię doktorat z danego zagadnienia z którym jest problem – w ciągu kilku lat kiedy pracuję w IT nie było zagadanienia którego nie rozwiązałem w sadysfakcjonującym czasie dla klienta.

    Wiele razy rozmyślałem nad tym, że jak coś jest do wszystkiego to jest do niczego, ale jak narazie to tylko takie podejście się dla mnie sprawdziło.

    Z ciekawostek, opracowałem kiedyś rozwiązanie na swoje potrzeby do znajdowania pewnych wyszukanych informacji – w moim przypadku było to nieoficjalne oprogramowanie do BlackBerry które wyciekło od operatorów. Rozwiązanie było oparte o outlooka i polegało na tym, że outlook miał zasubskrybowane kilkaset RSSów + "Seach folders" na dane frazy. Rezultat był taki, że z tych kilkuset RSSów wyłapywało mi posty z pewnymi wyrazami które wiązały się zawsze z tym co mnie interesowało. Rozwiązanie było skuteczne tylko ile razy można ładować nowy soft do telefonu i wszystko ustawiać od nowa 😉

  27. szmergiell says:

    Jak to ostatnio siebie określiłem, jestem w wieku niemowlęctwa programistycznego, gdyż pomimo przejścia wieku studenckiego, postanowiłem zagłębić się stricte w IT, a nie automatykę. Z tego też powodu, trochę się miotam na tym prężnie rozwijającym się rynku i zapewne niewielką wiedzę mam by się wypowiadać, jednak spróbuję.

    Przede wszystkim, odwiedziłem Twojego bloga przypadkiem, skacząc z linku, na link za tematem organizacji sobie przyszłości programistycznej, i pierwszy raz tu spotkałem się z produktami MS, pomimo tego, że subskrybuję dużo różnych źródeł. Może to być związane z osobistymi zainteresowaniami Linuksem.

    Wracając do głównego tematu, to może warto zastanowić się co tak naprawdę znaczy specjalizacja i bycie ekspertem. Czy ekspertem we wszystkim można nazwać człowieka, który wie jak programować w C/C++/C#/Java/Python (czyli szeroko w temacie języków) i łączyć to z bazami danych, ale nie wie jak stawiać serwery produkcyjne? Czy może jest to tylko specjalista-programista, który zna się na wąskiej dziedzinie, jaką jest programowanie?

    Obecnie rozwój informatyki jest na tak wysokim poziomie, że nie da się złapać kilku srok za ogon na raz. Konieczny jest wybór własnej drogi, by można było nią podążać i rozwijać się w tym zakresie. Oczywiście, nie powinno ograniczać się jedynie do wąskiej specjalizacji, ale również orientować w otoczeniu, tak jak przedpiśćcy już napisali. Warto przynajmniej wiedzieć, do kogo się zwrócić w przypadku problemów. Nie wyobrażam sobie, że programista podejdzie za chwilę do serwera i naprawi go, bądź zaprojektuje UI, jednak wypadałoby żeby wiedział przynajmniej co ma za serwer, bądź w czym projektowane jest to UI.

  28. szmergiell says:

    Nie wiem dlaczego (prawdopodobnie błędnie ustawiony czas na serwerze), ale wysłałem post o 14:20, a nie nad ranem, więc drobna uwaga: Mariuszu, do poprawki?

  29. szmergiell says:

    Pierwszy post mam datowany: "24 Aug 2010 5:19 AM", a drugi "24 Aug 2010 5:26 AM", więc tym bardziej się dziwię, że u Ciebie wszystko gra.

  30. Arghil says:

    Dodając trochę żartem do tego co inni już napisali:

    przydałoby się coś w stylu Matriksa – wkładasz przed zaśnięciem kasetę z odpowiednim materiałem do urządzenia a rano masz wiedzę w głowie.

    Wydaje mi się, że bardzo ważna umiejętność w IT, szczególnie w dobie Internetu i wyszukiwarek, to sztuka zadawania właściwych pytań. Wiele informacji można znaleźć tylko trzeba wiedzieć jak je wyszukać.

  31. Kilka słów o tym jak to u mnie wygląda. Zawodowo zajmuję się programowaniem, w moim zasięgu jest .NET oraz SQL i te dwie działki notorycznie są pogłębiane (.NET bardziej jako wiodąca część). Moim zdaniem, idealnie by było, jeśli jesteśmy ekspertami w dwóch lub trzech dziedzinach – dzięki czemu możemy szybko i w miarę łatwo zmienić pracę co zwiększa nasze bezpieczeństwo – a dodatkowo mamy ponadprzeciętną ogólną wiedzę, która pozwoli nam wejść w różne inne obszary relatywnie szybko.

    Osobiście czytam kilkanaście stron/blogów/podcastów tematycznych lub takich, które mogą być źródłem informacji o ciekawych nowościach. Jeśli te się pojawiają i nie są dla mnie znane, wówczas czytam trochę więcej o tym. Dzięki temu mam szeroką wiedzę i jeśli czegoś potrzebuję już na wstępie wiem czego poszukiwać. Jest to ogromny plus. (W ten sposób dowiedziałem się o Fore Front, SCCM, i kilku innych rzeczach mimo że zawodowo nie zajmuje się administracją).

    Drugi filar pozwalający na rozszerzanie horyzontów to po prostu robienie różnych rzeczy. Rzucanie sobie małych wyzwań z innych działek. Nie ma się co oszukiwać, że jak przeczytamy kolejną książkę do kolejnej technologii to będziemy o niej wszystko wiedzieć. Moim zdaniem, warto spróbować "coś" zrobić z technologią, którą chcemy poznać. Wyznaczyć sobie zadanie (nawet niewielkie) i wykonać je. W ten sposób przyjemnie i ciekawie będziemy poszerzać nasz wąski kanał specjalizacji w inne strony niż tylko w dół. Ja w ten sposób poznaję ostatnio "wrogą technologię" 😉 czyli Linux-a. Postanowiłem zainstalować ubuntu na prywatnym laptopie – miała działać grafika z akceleracją, WiFi, wszystkie dodatkowe przyciski a do tego Opera, Eclipse, Apache i MySql. W tej chwili działa wszystko poza czytnikiem paluchów nad czym jeszcze pracuję. To co w ten sposób zyskuję, to jako takie pojęcie o produkcie i jego konfiguracji. Gdybym dzisiaj był zmuszony pracować tylko na Linux-ie, wiem że dał bym sobie radę.

  32. Mariusz Kędzierski says:

    @Arghil

    I tutaj (odnosząc się do fragmentu o wyszukiwaniu informacji) zgodzę się w 100%. Zapewne to także wina nieustannego nastawiania uczniów w szkole na metodę "na pamięć", ale kiedy spotykam się z problemem rzekomego "w guglach nic o tym nie ma", a okazuje się, że materiałów jest aż zbyt dużo, zaczynam uznawać, że niektórzy zatrzymali się na etapie nauki mechanicznego odtwarzania jakichś czynności, bez krzty własnej inwencji.

    Jeszcze o szkole mówiąc – nadal bardzo niewielka liczba nauczycieli (a dotyczy to nie tylko przedmiotów technicznych, choć dotyka ich w największym stopniu) uznaje możliwość "braku wiedzy" w danym temacie. Są rzeczy, których nie sposób zapamiętać. Są rzeczy, które człowiek po prostu zapomina. Mało kto uczy nas wtedy, że trzeba sobie po prostu znaleźć rozwiązanie – w internecie, w książkach, w prasie czy u innych osób. Większość gnoi wtedy uczniów, jak mogli zapomnieć.

    A potem okazuje się, że wdrażając jakieś oprogramowanie powinienem się przed instalacją nauczyć na pamięć FAQu, Wiki i forum poświęconych danej aplikacji i dołożyć do tego przynajmniej jedną książkę.

    Oczywiście – jest zakres wiedzy, który powinniśmy znać na pamięć. Ale czy od razu wszystko?

    Przykład (przepraszam z góry, że się rozpisuję) dwójka moich nauczycieli z technikum. Obydwaj uczyli mnie wspaniałego przedmiotu Urządzenia Techniki Komputerowej (w programie którego ujęte było niemalże wszystko – od binarki, przez bramki, podstawy asemblera i kodu maszynowego, maszynę Turinga, fizyczne zasady działania komputera, kończąc gdzieś w okolicach sieci). Każdy uczył mnie rok (zmiana nauczyciela po pierwszym roku przedmiotu).

    Pierwszy uczył nas (tak, to jest prawdziwa historia – być może mam do dziś dnia notatki z jego lekcji) na pamięć cen procesorów (dodam tylko, że wiedzę czerpał z prasy fachowej – jeden numer wertowały trzy roczniki, czego efektem była nauka o procesorach, których nie było już w produkcji), kazał przepisywać podręcznik (tj. dyktował notatki z podręcznika, o czym nie informował i starał się chyba udawać, że to jego własna twórczość), a na koniec podsumował nas, że my tego nie mamy wkuwać na pamięć, tylko zrozumieć.

    Drugi z tej dwójki obrał zgoła inną taktykę. Jako że nie był nigdy nauczycielem z wykształcenia (zabawa w pedagoga trwała u niego tylko dwa lata, więc najpewniej nauczycielem z powołania też nie był), nie do końca wiedział, jak ma się zachowywać. Ale w trakcie wszelkiego rodzaju sprawdzianów, kartkówek itp. pozwalał korzystać z materiałów. Jeżeli ktoś wiedział, gdzie ma poszukać odpowiedzi, nie miał żadnych problemów. Metoda selekcji naturalnej – jeżeli ktoś olewał już wtedy, i nie chciało mu się nic, to już jego problem.

    Efekt jest taki, że ani cen, ani modeli owych procesorów dziś nie pamiętam wcale, a materiał przerabiany podczas drugiego roku "zindeksował" mi się w głowie – wiem, gdzie powinienem szukać dokładnych informacji na dany temat.

    I teraz nawiązując do – po tej wcale nie małej dygresji – głównego tematu: być może to znów "ja tak mam", jak "ekspert od wszystkiego" również z wyboru. Ale prowadzi to u mnie do tego, że kiedy muszę przełączyć się na chwilę w tryb "wąskiej specjalizacji", nie staram się przypomnieć sobie usilnie daną procedurę lub metodę, chociaż nic nie przychodzi mi do głowy. Staram się odświeżyć własny index i tak wyszukać dane informacji, żeby były mi one przydatne.

  33. @mariusz, dwie specjalizacje rzeczywiście są dużo bardziej czasochłonne (zazwyczjaj prawie 2-krotnie 🙂 jednak daje nam bezpieczeństwo poza prostym rozszerzaniem horyzontów.

    Jedna dodatkowa rzecz, która tyczy się robienia rzeczy, których do tej pory nie robiliśmy – jak wszystko jest nowe, to szare komórki dostają niezłego kopa do wytężonej pracy. Więc oprócz szerokich horyzontów czeka nas swietna kondycja szarego końca włosów 🙂

Skip to main content